To nie był dobry sezon halowy dla obu naszych drużyn hokejowych. Start 1954 awansował wprawdzie do finałów, jednak nie zdołał wrócić do Superligi, a na dokładkę pożegnała się z nią Stella. Dla niej to był sezon, gdzie pech przeplatał się z brakiem jakości.
Nikt w nawet najczarniejszym scenariuszu nie przewidywał, że zakończony niedawno sezon halowej Superligi okaże się takim koszmarem dla naszego najlepszego klubu. Stella od samego początku miała duże problemy, ostatecznie pierwszy raz w swojej historii, nie odniosła nawet zwycięstwa, notując tylko dwa remisy. To musiało skończyć się sportową katastrofą. – Liga w tym roku była naprawdę silna i my jako klub temu nie sprostaliśmy – mówi w rozmowie z nami Rafał Grotowski, działacz Stelli. – Nie mieliśmy przy tym także szczęścia, bo dwa zwycięstwa były na wyciągnięcie ręki i straciliśmy punkty w bardzo pechowy sposób. Musimy spróbować wyciągnąć z tego wnioski, nie mamy innego wyjścia. Jedynym pozytywnym aspektem jest to, że liga w Polsce bardzo poszła do przodu. Jestem jako prezes związku zbudowany tym, jaki mamy już poziom halowy i to nie jest przypadek, że jesteśmy wicemistrzami Europy
Stella ma sporo czasu na przemyślenia, bo w przyszłym sezonie czeka ją walka w 1.lidze z dużo słabszymi rywalami. Przyszłość chce budować na swoich wychowankach. – Mamy naprawdę na kim to robić. Jest dużo młodzieży, która już chce rywalizować ze starszymi kolegami, bo to najlepsze co możemy im dać. Na szczęście 1.liga także wykonała krok do przodu i miejmy nadzieję, że to nie bedzie dla wszystkich stracony rok – zakończył Grotowski.
W przyszłym sezonie czekają nas więc ponownie halowe derby, jednak nie na tym poziomie jakiego wszyscy oczekują. Chyba nie ma lepszego momentu, by zacząć poważną dyskusję nad przyszłością lokalnego hokeja i sens rywalizacji dwóch drużyn.











0 komentarzy